52um – muzyka filmy

Punk

Zwietrzałe wino

punkPociągnąłem kilka łyków trochę zwietrzałego już wina. Potem powiedziałem: – Jeśli chcesz zobaczyć, jak mnie jego zdanie obchodzi, to zapraszam ze mną. – I gubiąc krok poszedłem w stronę płynącej nieopodal Dzierżęcinki.- Gdzie on lezie? – spytała Aśka.

- Odlać się.Wracając już zdrowo oszołomiony właściwościami alkoholu dojrzałem, że niektórzy z nas siedzieli na chodniku opierając się o murek fontanny, dwie osoby spały na nim. Było nas niewiele ponad dziesięcioro. Dzieciaki z nawiasu społeczności. Od strony schodów, tj. wejścia do parku, zbliżała się Judyta z puszką w ręce, a za nią Karol z Krzywą na plecach, która tryumfalnie wymachiwała butelką piwa. Jutka zbliżyła się do jednej z latarni, wyciągnęła ze swojej torby plik kwadratowych naklejek, niedbale pacnęła na niej jedną i podeszła do ewidentnie upitych kumpli otwierając – teraz już widziałem – Żubra.

- Pachniecie jak nastoletnie dusze! – krzyknęła z uśmiechem i wycelowała dnem puszki w niebo. Naklejki te, inaczej wlepki, miały na sobie jakieś hasło czy maksymę. Ozdabialiśmy nimi ściany i gabloty w szkołach, szyby w autobusach czy wypożyczone książki. Darmowa i ciekawa forma propagowania naszych myśli. Później wyewoluowało to do swojego rodzaju komunikacji – pod przyklejoną myślą często pojawiała się wlepka z kontrmyślą lub myślą folgującą tej powyższej. W ten fantastyczny sposób między słowami umawialiśmy się z nieznanymi osobami na koncerty lub tanie fiesty w parku.

Zwierciadła duszy

Odsłoniłem powiekami zwierciadła swojej duszy, jak mawiali o oczach poeci. Miałem dziesięć porannych minut dla siebie, zanim wir dnia zacznie się kręcić. Wpatrywałem się w sufit, przez głośniki po cichutku zwierzała mi się Nancy Sinatra (całą noc zresztą, nawet kiedy spałem). Sufit wydawał się wtedy wyjątkowo atrakcyjny jak na zwykły biały sufit. Ekspresem przeleciałem w pamięci po dzisiejszym rozkładzie dnia i uznałem, że mimo ich głównych cech – rutyny i monotonii – był to rozkład nader ciekawy. Szykowało się coś wielkiego.Wymiękłem po trzeciej lekcji, więc udałem się w stronę parku. Zahaczyłem o mały spożywczak. Dwa piwka. W drodze myślałem o zeszłotygodniowej reakcji rodziców na widok koguta na głowie.- Adidibibdibidibidibidiidiidididid – tak mniej więcej brzmiał lament matki. Ojciec próbował do mnie dotrzeć poważnie poważnym wywodem, iż w moim wieku poważnie muszę zastanawiać się nad życiem. Powasznie to sje w grobie leszy, rzuciłem, cedząc słowa przez pijackie sito, trzasnąłem drzwiami swojego pokoju i bęc! na łóżko.Nasza miejscówka przy fontannie raczyła się towarzystwem tylko ptaków i wiewiórek. Klapnąłem na ławce tuż przy żużlowej dróżce, pod wielkim kasztanem, i zacząłem analizować moje postępy w szkole. W skali 0 do 10 wynosiły 0.