52um – muzyka filmy

Ambicje, Angelika

Ambicje

ambicjeNa każdym przedmiocie moje ambicje hamowały z piskiem, gdy tylko znikało widmo zagrożenia na półrocze. Więc w sumie nie było źle, poza amputowaniem mi kieszonkowego, ale od czego się ma dwie babcie i cały sztab ciotek i wujków, nie? (chociaż u jednej straciłem finansowe poparcie, gdy ofiarowała mi siano na fryzjera ,”boże, Kacper, proszę, zrób coś z tym!”, a ja zostawiłem ją w monopolowym).

Naprzeciw mnie, po drugiej stronie fontanny, na skąpanej w słońcu ławce usiadła dziewczyna. Kruczoczarne włosy, szara koszulka z jakimś napisem, czarne dżinsy nad kostkę i trampki. Wyglądała na atrakcyjną, a po wewnętrznej batalii (podejść vs nie-podejść), kiedy stanąłem przy niej, cofnąłem słowo ‘atrakcyjna’. To tak jakby nazwać Microsoft niezłym dorobkiem Gatesa.

- Cześć. – uśmiechnęła się i odpowiedziała tym samym. – Słuchaj, mam problem. Przyszedłem tu z dwoma piwkami i chciałbym się ich pozbyć w najmniej marnotrawny sposób. Pomożesz?

Zaśmiała się, powiedziała: – Pewnie. – A ja doznałem duchowego Wielkiego Wybuchu najpiękniejszego aspektu bycia człowiekiem – ślepego zauroczenia. Doświadczałem ich średnio raz w tygodniu, jednak to było Tym Zauroczeniem.

Napis na koszulce Angeliki brzmiał „Bitch albo nie być”.

Angelika

Angelika chodziła do tego liceum, co Kuba Wojewódzki, przeżyła 16 wiosen. Taplała się w naszej muzyce i filozoficznych książkach o prostej fabule, co później kompilowała ze sobą w swoich wierszowanych tekstach. Artystka. Każde nasze spotkanie (a było ich już kilka, głównie w gronie przynajmniej pięciu osób) nadziane było moimi ukradkowymi spojrzeniami.

- Myślisz, że się zgodzi?- Eee, no jasne. – rzuciłem.Miałem rację, zgodziła się, aczkolwiek Przemek musiał posunąć się do środków ostatecznych. Wziął ją na stronę i…- Słuchaj, ee, chciałbym, ee… – Oktawia wpatrywała się w niego z uprzejmym uśmieszkiem. – Chciałbymztobąnawiązaćbliższąznajomośćrozumiesztakjakby,ee,lubięcię …Jej śmiech zwrócił uwagę chyba całej szkoły, z belframi w swoim pokoju. Nie był to śmiech sarkastyczny, ale miły, słodki, cieszący się z tego, co usłyszał.- Twierdziłeś, że nie zależy ci na Oktawii. – zauważyłem, gdy wychodziliśmy z zatłoczonej szkoły.

- Bo nie zależy… nie tak jak myślisz. – odpowiedział ze śmiertelną powagą. Był moim przyjacielem, znał się na muzyce, nawiązywanie nowych znajomości szło mu jak wino po gardle, ale to, co teraz powiedział, nie wróżyło mu kariery zawodowego kłamcy.